Dziennik z podróży, 3. marca:
Campino: boi się, że
przegra w
hokeja na stole
bo nie ma żadnych
przeciwników
Spotkanie w Monachium. W czasie gdy dwustu chętnych na nasz test wpycha się do autobusów w okolicach dworca i lotniska, Andi i ja jako pierwsza linia jedziemy do Kleinweilershofen. Przyjazd do "Sonneck", lokalnego klubu, następuje koło południa. Najpierw posprzatać knajpę i przygotować na wieczór ( wymienić żarówki, sprawdzić ilość napojów), przygotować kable, napić się kawy, zjeść ciasto, zagrać w stołowego hokeja. Jestem poruszony poziomem gry współuczestników podróży.
Po próbie przyjeżdżają kolejne autobusy. Panie i panowie z naszej firmy płytowej zasmakowali w swojej podróży służbowej chyba już w pełni. Wszyscy jednoczą się w okrzyku wojennym "Cologne, Cologne, die Scheisse vom Dom" ( Kolonia, Kolonia, gówno pod katedrą).
" blabla"
Nasza garderoba jest nad knajpą, obok mieszka jakaś rodzina z dziećmi, która ze względu na spodziewany hałas dłużej pozostaje "na mieście". Ich jadalnia zamienia się wkrótce w salonik dla wszystkich.
TV Smith, który gra przed nami na tym wyjeździe, ćwiczy tymczasem z Breitim i Kuddelem wspólny numer. Próbuję nieudolnie przypomnieć sobie parę klasyków z repertuaru naszego zespołu z lat wcześniejszych, które mamy dziś w programie po długim czasie nie grania ich. Czy jeszcze ktoś z Was potrafi przypomnieć sobie bezbłędnie "Frühstückskom", "Abitur" czy "Fernsehen"?
Nowe zadanie dla Wölliego
- wcale niełatwe.
Występ taki jaki powinien być. Wyśmienicie, bardzo gorąco( nawet po tym jak Elmar przed występem wybił parę okien żeby była jakakolwiek cyrkulacja powietrza) i olbrzymia radość wszystkich uczestników. Kilka wyjatkowych momentów dla nas kiedy widzimy jak są przyjmowane live nowe utwory z płyty "Unsterblich". Także stare kawałki są świętowane. Tylko przy "Hahnenkampf" jakoś idzie słabo. No tak, ale od czasów ZK minęło sporo czasu.
Musiało się tak stać -
DTH live!
Jedyne co nas trapi: nasz sprzęt jest za cichy! Głupio nam. Nie pamiętam kiedy coś takiego nam się przytrafiło. Z tyłu słychać prawie jak ludzie mieszaja sobie kawę. Do jutra musimy dołożyć troche pary. Później podzwonne wieczoru zakrapiane piwkiem w klubie i w czasie jazdy do hotelu. Bez większych ekscesów, rano musimy być w formie na stoku. Szczególnie, że Uli Hiemers wydzierał się cos o jakimś deklasowaniu na nartach.
Vom: "Anybody got a funny cigarette?"
W sobotni poranek stwierdziliśmy niestety przed odjazdem na stok do Ischl, że oprócz nas wybiera się tam także jakieś 10 000 Holendrów, Belgów i uciekających przed karnawałem Niemców. Od trzech godzin stoimy w korku i nie da rady dalej...
Czytajcie jutro: czy skończy się korek? Czy Campino zdeklasuje Uli Hiemera, legendę DEG? Jak dotrze Vom na górę? Gdzie jest Wolli? I czy nagłośnienie jest wystarczająco głośne?
|